^Wróć na górę strony

  • Klub Suzuki - Styl życia

    Jesteśmy grupą pasjonatów, przyjaciół, którzy pragną sobie pomagać i wspólnie się bawić. Razem budowaliśmy i cały czas rozbudowujemy forum internetowe, organizujemy wspólne imprezy, gdzie możemy się poznać układać plany na przyszłość.

  • Samochody terenowe

    Interesuje Cię jazda w terenie?? W naszym Klubie zrealizujesz swoje pasję związane z jazdą w trudnych warunkach. .

  • Samochody miejskie

    Kochasz próby sprawnościowe, dyskusje o tuningu czy innych kwestiach związanych z motoryzacją?? Zapraszamy do nas.

Forum Klubu Suzuki

Nasz Facebook

Partner Tytularny

Sponsorzy

Nasz Sklepik

  

Stronę przegląda

Odwiedza nas 56 gości oraz 0 użytkowników.

Po czterech latach produkcji S-Crossa na rynku pojawił się Nowy S-Cross. Czy jest to całkiem nowy model, lifting, czy może tylko kosmetyka? W 2014 roku  testowałem poprzednią wersję, aż tak dużo czasu nie minęło aby zapomnieć, więc jest szansa na dobre porównanie.

 

Zaczynam od oględzin. Z boku stary znajomy,  na pierwszy rzut oka zmian niewiele, żeby nie powiedzieć że wcale. Z tej perspektywy  widać że zmieniły się klosze przednich świateł i zderzak.  Tył, tu również nie ma rewolucji, można śmiało powiedzieć - bez zmian, chociaż i tu klosze lamp uległy delikatnemu przemodelowaniu.

Teraz przyszło porównać front pojazdu, a  tu całkowita odmiana buźki. Czy to dobra zmiana?  Zanim zobaczyłem go na żywo, miałem obiekcje, teraz jestem zdecydowanie za. To ciekawy przypadek, kiedy auto w reklamach wygląda gorzej niż w rzeczywistości. Chyba spece od reklamy słabo wywiązali się z zadania.  Metamorfoza z pyska delfina w paszczę rekina dodała charakteru. Nowy S-Cross stał się drapieżnikiem. Poprzednik był ładny, ale trochę nijaki. Sytuacje ratowały offroadowe dodatki, ale brakowało czegoś co zdecydowanie by wyróżniało go na drodze. Teraz jest, może kontrowersyjny, ale z pewnością oryginalny. Ciekawe skąd wzięli taki grill, kompletnie inny niż w pozostałych modelach Suzuki. Może to będzie początek nowej linii.

Tyle o wyglądzie zewnętrznym, a co mamy w środku?  Tu również wielkich zmian nie ma. Wypadło radio z CD, a jego miejsce zajęła stacja multimedialna. Wygląda dużo nowocześniej i więcej może. Dwustrefowa klimatyzacja to też nowy element. Reszta taka sama. W sumie to nie ma co zmieniać czegoś co jest dobre.

Wymiary starej wersji i nowej też się wiele nie różnią. Długość 4300mm pozostała bez zmian, nowy model jest nieznacznie szerszy ( 20 mm) i odrobinę wyższy ( 10 mm ). Bagażnik dalej ma 430 litrów pojemności i jest to całkiem dobry wynik. Na funkcjonalność duży wpływ ma regularny kształt i patent z podwójnym dnem.  Pod podłogą mamy spory schowek na "niezbędne" rzeczy które zawsze wozimy. W razie większego bagażu wyjmujemy podłogę i cała przestrzeń jest do naszej dyspozycji.

Czyżby praktycznie nic się nie zmieniło?  Zmieniło się i to diametralnie pod maską. Były dwa silniki 1,6 litra benzyna i diesel. Teraz też są dwie jednostki napędowe, obie benzynowe. 1,0 i 1,4 litra.  Nowe benzyniaki typu Boosterjet są mniejsze, ale z nowej technologii  można więcej wycisnąć. Silnik 1,4 Boosterjet ma 140 KM i 170 nm momentu obrotowego, o 20KM i 14 nm  więcej niż poprzednik o większej pojemności. Ciekawe czy ta różnica będzie odczuwalna podczas jazdy.

Odpalamy samochód przyciskiem "start". To było już w poprzedniej wersji, tyle że wtedy była to nowość, teraz to standard. Nie mniej to całkiem fajne rozwiązanie w połączeniu z systemem bez kluczykowym.  Aby otworzyć samochód wystarczy nacisnąć gumeczkę, a potem uruchomić auto przyciskiem. O kluczyki nie musimy się martwić, wystarczy że mamy je przy sobie. Światła dzienne zapalają się po uruchomieni samochodu, a czujnik zmierzchu włączy światła mijania w ciemności. Drobne sprawy, które bardzo ułatwiają życie kierowcy.

 Mamy jeszcze "auto stop start", czyli samochód gaśnie pod światłami. Trzeba się przyzwyczaić, że silnik gaśnie pod światłami, a zapala po naciśnięciu sprzęgła. Początkowo jest niepewność, a co jak nie odpali ? Na szczęście zapala. Jeśli jednak ta niepewność byłaby zbyt męcząca to można system wyłączyć. Z uczynnych systemów mamy jeszcze czujnik deszczu, aktywny tempomat i radar z systemem awaryjnego hamowania. Co do tego ostatniego to ciekawi mnie jak będzie to działało. Generalnie to nie lubię jak ktoś lub coś podejmuje za mnie decyzje.  Zwłaszcza w tak newralgicznym temacie jak hamulce.

Ruszam i już po pierwszych minutach  mogę powiedzieć, że auto nie straciło "lekkości jeżdżenia". Przyciskam gaz i auto idzie do przodu, bez hałasu, szarpania. Dziwne jakby było inaczej. 140 KM przy wadze 1250 kg musi przełożyć się na osiągi. Do setki rozpędza się w 10,2 sekundy.  Setką w mieście jeździć nie musimy, ale sprawnie ruszyć na zielonym to już wypada.  Wielu kierowców ma z tym problem,  albo nie zauważa problemu, albo zwyczajnie nie potrafi. W efekcie zamiast kilkunastu pojazdów, na jednej zmianie świateł przejeżdża tylko kilka.  Jeśli S-Cross zostanie na światłach to tylko przez  gapiostwo kierowcy. Autem można ruszyć dynamicznie i utrzymać się na ogonie poprzednika. Jeśli już mowa o trzymaniu odstępu, to Nowy S-Cross ma wcześniej wspomniany radar z systemem awaryjnego hamowania. Nie jest to moje ulubione urządzenie, ale trudno technika musi wspierać drogowe fujary. Tu przynajmniej system nie próbuje dominować nad kierowcą.   Podczas testu  tylko kilka razy dał ostrzegawczy sygnał, bez uruchamiania hamulca. Ciekawe, bo to jest prawdopodobnie ten sam system co w Baleno, a tam działał fatalnie. Zbyt szybko reagował pomimo ustawienia na najmniejszą czułość.

Samochód jest dobrze wyciszony, lepiej niż poprzednik. Na komfort duży wpływ ma dobrze zestrojone  zawieszenie. Tłumi, a nie buja jak stara kanapa. Dziury, spowalniacze czy krawężniki nie stanowią większego wyzwania, w końcu to crossover, czyli taka niby terenówka. Zwiększony prześwit, wyższa pozycja za kierownicą to atuty crossoverów. Jest jeszcze napęd 4x4, ale to już nie jest warunkiem koniecznym aby stać się przedstawicielem tego segmentu. Takie czasy, wystarczy ładne opakowanie aby sprzedać towar, większość aut przecież  i tak nie zjedzie z drogi.  

Jako auto miejskie sprawdza się całkiem dobrze.  Wspomniane przeszkody miejskiej infrastruktury nie utrudniają życia kierowcy. Jest zwrotne, czemu dodatkowo sprzyjają jego gabaryty. Bez problemu zmieścimy się na miejscu parkingowym. Dodatkowo ułatwia to kamera cofania. Spora moc plus krótkie przełożenia skrzyni biegów wymaga częstej ich zmiany.  Jeśli nie zdążymy, to nic złego się nie stanie jeśli któreś przełożenie pominiemy i np. z dwójki wrzucimy od razu czwórkę.

Dynamiczne auto, czy to przełoży się na wyniki spalania. Tu wszystko zależy od stylu jazdy. Jeśli będziemy cisnąć ile fabryka dała to o podanym w katalogu spalaniu nie ma co marzyć.  Nie tak łatwo  uzyskać 6,7 litra.  Siedem z małym hakiem to już wartość realna. Oszczędności można szukać na trasie.  Poprzeczka zawieszona na poziomie 5,2 litra na 100 km. Da się zrobić, ale wymaga to skupienia i pilnowania się na całej trasie. Wystarczy kilka razy mocniej przyśpieszyć i po wyniku. To przyśpieszanie nie powoduje dramatu, spalanie podskoczy o parę punktów po przecinku, ale i tak można zmieścić się poniżej 6 litrów.  Od razu trzeba zaznaczyć, trasa nie obejmuje autostrady czy dróg  szybkiego ruchu. Te rządzą się innymi prawami. Oczywiście można jechać 80 km/h i mieć świetne spalanie, tylko że nie o to chodzi. Tu liczy się czas i odległość jaką mamy pokonać.  S-Cross bez trudu połyka kilometry, tak jak i paliwo. Spalanie skacze na 8,5 litra. Sporo, ale jak w dwie godziny pokonujemy prawie 300 kilometrów to już źle to nie wygląda. Całe szczęście, bo autko zachęca do szybkiej jazdy.  Nie ma znaczenia czy mamy 100 czy 130  na liczniku, naciskamy gaz i wskazówka prędkościomierza pnie się w górę.  

W poprzednim modelu do bardziej emocjonującej jazdy był tryb sport, tu też jest. Przełączam na sport i to nie to co było.  W poprzedniku po włączeniu tego trybu reakcja była natychmiastowa. Dodatkowa porcja mocy wyrywała auto do przodu, w tym tej frajdy nie ma.  Praktycznie to niewielka różnica,  spalanie tylko większe. Szkoda bo to był fajny efekt, inna sprawa, że to co wtedy było w trybie sport teraz mamy zawsze.

Do dyspozycji mamy jeszcze napęd na cztery koła, ale raczej nie szukałbym wrażeń na torach offroad. Dojazd gruntówką na daczę, piknik nad jeziorem to wyzwania przed jakimi postawią S-Crossa jego użytkownicy. Bardziej ekstremalne doznania mogą być podczas szukania skrótów, ale jest szansa że dojedziemy do celu.

Cztery lata temu chwaliłem S-Crossa, że wszystko jest w nim na miejscu. Bez czytania instrukcji, tylko  wsiąść i jechać.  Teraz jest podobnie do momentu kiedy ruszymy stacje multimedialną.

 

 

Z podstawową obsługą sobie poradzimy, jeśli będziemy chcieli coś więcej to bez instrukcji się nie obędzie. Aby długo nie szukać, weźmy nawigację. Super, że już jest. Duży wyświetlacz to plus, minus że nie zna polskiego. Jeszcze bardziej denerwujące jest to, że nie można zmienić adresu w trakcie jazdy.

Funkcja ustawiona pewnie w trosce o bezpieczeństwo, bo tak się tłumaczy każdą bzdurę.  Kierowca nie może się rozpraszać podczas jazdy, a co jak ma pilota? No tak, można to wyłączyć, ale nie jest to już takie proste, bez instrukcji do tego się nie dotrze. W sumie to wypadałoby zacząć  właśnie od czytania instrukcji. Może udałoby się ustawić stację tak, aby pamiętała ostatni wybór. Jeśli była ustawiona nawigacja, to chciałbym, aby przy ponownym uruchomieniu, była nawigacja, a nie panel wyboru.  Niby drobiazg, ale uprzykrzający życie.

Nowy S-Cross wychodzi zwycięsko z porównania ze starszą wersją.  Pomijam wygląd, bo to rzecz gustu, funkcjonalność i  jakość materiałów obu modeli podobna.  Nowy S-Cross wygrywa silnikiem.

Jednostka  1,4 Boosterjet którą jeździłem dysponuje większą mocą, co zapewnia lepsze osiągi i zdecydowanie poprawia elastyczność.

Ile to zwycięstwo kosztuje? Teoretycznie 2000 zł, bo taka jest różnica w cenie pomiędzy starą a nową wersją.  Praktycznie różnica będzie większa dzięki zachętom w postaci rabatów na starszy model. Oczywiście na zakup samochodu trzeba wyłożyć większą sumę. Najtańszy Nowy S-Cross to wydatek 66900 zł. Będzie to podstawowa wersja Comfort z silnikiem 1,0 Boosterjet i napędem na jedną oś.  Napęd 4x4 przy tym samym silniku to wydatek 80900zł. Będzie to już wersja Premium z  dwustrefową klimatyzacją, kamerą cofania, światłami LED i sporą listą dodatków. Ta sama wersja z  większym silnikiem 1,4 Boosterjet kosztuje 88700zł.  Testowany model to jeszcze bogatsza wersja Elegance, która została wyceniona na 94900zł.   

Na koniec pozostaje odpowiedzieć na postawione wcześniej pytanie, czy jest to nowy model. Jak dla mnie, to spokojnie można byłoby zaliczyć oba modele do tej samej rodziny.  Nowy S-Cross to S-Cross z innym silnikiem, do którego przypisano inny grill jako wyróżnik tej wersji.  Pozostałe różnice są zbyt małe, aby na tą wersję mówić nowy model. Nie zmienia to faktu, że jest to bardzo udana, funkcjonalna  konstrukcja zapewniająca przyjemność z jazdy.

 

Tekst: Dariusz Pastor

Copyright © 2013. Klub Suzuki Polska  Rights Reserved.