^Wróć na górę strony

  • Klub Suzuki - Styl życia

    Jesteśmy grupą pasjonatów, przyjaciół, którzy pragną sobie pomagać i wspólnie się bawić. Razem budowaliśmy i cały czas rozbudowujemy forum internetowe, organizujemy wspólne imprezy, gdzie możemy się poznać układać plany na przyszłość.

  • Samochody terenowe

    Interesuje Cię jazda w terenie?? W naszym Klubie zrealizujesz swoje pasję związane z jazdą w trudnych warunkach. .

  • Samochody miejskie

    Kochasz próby sprawnościowe, dyskusje o tuningu czy innych kwestiach związanych z motoryzacją?? Zapraszamy do nas.

Forum Klubu Suzuki

Nasz Facebook

Partner Tytularny

Sponsorzy

Nasz Sklepik

  

Stronę przegląda

Odwiedza nas 79 gości oraz 0 użytkowników.

 

1 grudnia 2013 r. w Bytomiu odbyła się kolejna impreza z cyklu Szombierki Rally Cup tym razem nazwana 1 Bytomską Barbórką.
W rajdzie brała udział załoga rajdowego Suzuki Swifta Gti z klubowiczami KSP na pokładzie: Radkiem Dziedzicem i Adamem Wincowskim.
Co o imprezie sądzi sam kierowca?

"W pierwszy dzień grudnia, mimo mało zachęcającej aury, stawiliśmy się w optymistycznych nastrojach na starcie do 1 Bytomskiej Barbórki.
Był to nasz debiut na tych trasach ale zachęceni dobrymi opiniami kolegów na temat tej imprezy postanowiliśmy spróbować naszych sił w ostatniej rundzie cyklu.
Głównym atutem miała być długa i wymagająca próba o długości aż 2,5km przejeżdżana 3-krotnie (+ 1 przejazd zapoznawczy) co w przypadku imprez amatorskich
(o przeważającej długości odcinka maks. 1,5km) było bardzo ciekawą propozycją.
Okazało się, że walory docenili również inni kierowcy bardzo mocno obsadzając naszą klasę - w klasie K1 walczyła rekordowa liczba 26 załóg.

Pierwszym problemem okazał się dobór opon. Temp w nocy spadła poniżej 0 st. C, nie wykluczone były lekkie opady śniegu.
Na auto trafiły dość szerokie niskoprofilowe zimówki, natomiast do bagażnika wleciały miękkie semislicki.
Na miejscu okazało się, że temp. rośnie, zaczyna między chmurami przebijać się lekkie słońce.
Licząc, że trasa nieco przeschnie po kilku przejazdach a temp. wzrośnie do ok 5 stopni postanawiamy zaryzykować i zakładamy w pośpiechu semislicki.

Na zapoznaniu z trasą staramy się zapamiętać zdradliwe miejsca. Próba okazuje się bardzo długa, ciekawa, techniczna a jednocześnie miejscami dość szybka.

Start. Mamy nieco wyższy numer startowy więc jest parę minut na podejrzenie konkurentów.
Na dzień dobry pierwsze spadanie tuż za startem z hamowaniem do lewego ciasnego zakrętu okazuje się zabójczo śliskie i kolejne załogi przelatują przez nie jak na łyżwach demolując pas ułożonych opon.


Każda potrącona opona to 5 sekund kary więc po szybkiej kalkulacji wiemy już że trzeba poświęcić zakręt i przejechać go w żółwim tempie. Reszta trasy nie widoczna z naszego miejsca pozostawała dla nas zagadką.

Nadeszła nasza minuta startu. Tętno rośnie, zegar odlicza magiczne 3... 2... 1... Jedziemy!
Zgodnie z planem w pierwszy zakręt wchodzimy tempem emeryta a i tak na śliskiej mazi ledwo mijamy pas opon. Ufff, dobrze że odpuściliśmy.
Staram się każdy zakręt jechać możliwe na okrągło, bez zbędnych poślizgów. W miejscach nieco bardziej suchych opona trzyma całkiem fajnie. Stopniowo podkręcam tempo, nabieram pewności.
Po 3/4 trasy wpadamy na najdłuższą prostą całego odcinka. Po nawrocie dokręcamy 1 bieg, potem przy 8600 rpm odcina nam drugi bieg i przed lewym szybkim łukiem wbijam trójkę. Wypadamy z łuku ok 90km/h i widzę przed oczami szykanę z opon.
Starałem się maksymalnie opóźnić hamowanie ale okazało się że przeceniłem przyczepność. Na mocnym hamowaniu asfalt był bardzo mokry, śliski a semislick przy temp. 5 st. C nie trzyma tak jak bym tego chciał...
Koła co chwilę się blokują a przeszkoda z opon zbliża w tempie Usaina Bolta. Mimo wszystko próbuję odzyskać kierowalność i w ostatniej chwili odpuszczam kolejny raz hamulec a opony łapią w końcu nieco przyczepności. Ufff, pierwszy skręt.
Kolejne klepnięcie w hamulec, żeby jeszcze nieco wytracić prędkość, odpuszczenie i kolejny skręt... I kolejny, i jeszcze jeden... Jakimś cudem przechodzimy na grubość żyletek nie demolując szykany.


Jeszcze kilka zakrętów i wpadamy na metę. Adrenalina opada. Cieszymy się z czystego przejazdu i bardzo fajnej, wymagającej próby. Wiemy już co poprawić w kolejnym przejeździe i gdzie odpuścić.
W oczekiwaniu na kolejny przejazd kolega donosi, że wykręciliśmy 3 czas na tym odcinku w naszej klasie. 26 załóg - "jest dobrze" myślę sobie. Trafiliśmy z doborem opon, trzeba bronić podium.

Kolejne 2 próby jedziemy równym tempem, bez większych przygód. Nawierzchnia stopniowo przesycha pozwalając na więcej. Wpadamy na metę 3 przejazdu i cieszymy się z ukończenia zawodów.
Wyniki wskazują, że mamy podium! 3 miejsce w klasie. Jest radość.

W tym momencie sprawiono nam niespodziankę. Z racji szybkiej i sprawnej organizacji zdecydowano się przeprowadzić 4 dodatkowy przejazd!

Z jednej strony ryzyko utraty wyniku, z drugiej możliwość cieszenia się kolejnymi kilometrami i być może walki o lepszą lokatę. No nic. Trzeba się skoncentrować i przejechać 4 próbę.

Ruszamy do odcinka. Wszystko idzie jak należy, równe tempo, kolejne mijane zakręty. Jest dobrze.
Jeszcze tylko ostatni lewy zakręt za wyspą i będzie można wpaść na metę. Dohamowanie... Na zabrudzonej nawierzchni tylne koła puszczają i auto zaczyna lecieć bokiem.
Kontra, gaz... Niestety braknie miejsca żeby wyciągnąć samochód a szkoda ryzykować demolowanie zawieszenia i opon wpadając na krawężnik wyspy... Auto staje. Szybki wsteczny i niestety... Silnik gaśnie.
Odpalamy, kolejne sekundy uciekają... Meta. Złość, rozczarowanie. Uciekło może 8 sekund, może 10... To dużo.

Wyniki potwierdzają niestety moje obawy. Spadamy na 4 miejsce i sprawiamy prezent koledze za nami.
Ale takie są rajdy!

Do zobaczenia na kolejnych imprezach! Tanio skóry nie sprzedamy

Fragmenty przejazdów załogi z zewnątrz:


Cała trasa oczami załogi czyli on-board z pierwszego przejazdu

 

Tekst: Radek Dziedzic

Foto: Michał Dudek

Filmy z zewn: Studio Filmowe OES Records

Filmy ze środka: Radek Dziedzic

Copyright © 2013. Klub Suzuki Polska  Rights Reserved.